Jesienią Matka piekła „burocorz”. Z buraków cukrowych

ściąganych z furmanek kijem zakończonymi gwoździem,

obok była cukrownia. Niezręczny harpunnik

ryzykował chlaśnięcie batem, ale warto było.

Był też Saturn, pojazd księżycowy od księdza Prawicy,

na baterie. Próg czy garść kasztanów, zawsze parł do przodu,

dając sygnał świetlny... Korzystając z chwili

siadam, plastikowy brzdąc, w jego kabince z pleksy

i ruszam na wojnę z czasem, miażdżąc gąsienicami

wszystko napotkane, rozkazuję się cofnąć,