Stoliczku, nakryj się!

Przed laty żył sobie krawiec, który miał trzech synów, a tylko jedną jedyną kozę. Ale że wszyscy żywili się jej mlekiem, więc dbali, aby koza miała dość paszy, i synowie co dzień po kolei paśli ją na łące.

Pewnego dnia najstarszy z braci zaprowadził kozę na cmentarz, gdzie pełno było bujnej trawy. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Ach, mój drogi, ach, mój miły,

tak najadłam się!

Nie zjem więcej ni ździebełka,

me, me, me!

— Chodź więc do domu! — zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.