I zaledwie stolarz zawołał: „Stoliczku, nakryj się!”, zjawiły się na stoliku najlepsze potrawy. Wyprawiono więc wspaniałą ucztę, a krewni zostali w domu krawca jeszcze przez trzy dni, tak długo bowiem trwała uczta. Krawiec zamknął igłę, naparstek, łokieć i żelazko do szafy, i żył z trzema synami w radości i dobrobycie przez długie, długie lata.
A co stało się z kozą, z której winy stary krawiec wygnał synów w świat?
Zaraz ci opowiem.
Koza wstydziła się ogolonej głowy i ukryła się w lisiej norze. Gdy lis wrócił wieczorem do domu, zobaczył dwoje oczu świecących w ciemnościach — zląkł się i uciekł.
Spotkał go niedźwiedź i na widok przerażonej miny lisa zapytał:
— Co ci się stało, bracie lisie?
— Ach — odparł rudzielec — jakieś straszne zwierzę siedzi w mojej norze i spogląda na mnie ognistymi oczami.
— Zaraz je wyrzucimy — rzekł niedźwiedź, poszedł do nory lisa i zajrzał do środka. Ale gdy ujrzał ogniste oczy, ogarnęła go trwoga: nie chciał mieć do czynienia z nieznanym potworem i uciekł.
Spotkała go pszczoła i gdy zauważyła, że niedźwiedź zachowuje się nie tak jak zwykle, zapytała:
— Co ci jest, kudłaczu, gdzie podział się twój dobry humor?