— Drogi ojcze — odparł syn — zostałem tokarzem.
— Bardzo piękne rzemiosło — rzekł krawiec. — A co sobie z drogi przyniosłeś?
— Cenną rzecz, ojcze — odrzekł syn — kij dębowy w worku!
— Co? — krzyknął krawiec — kij? Czy warto się było trudzić! Mogłeś go sobie i tu uciąć w lesie.
— Ale nie taki, kochany ojcze. Gdy tylko powiem: „Bij kiju-samobiju!”, natychmiast wyskakuje z worka i tak długo bije tego, kto mi krzywdę wyrządził, póki ten nie padnie na ziemię, błagając o litość. Tym oto kijem odzyskałem cudowny stoliczek i złotodajnego osiołka. Sproś natychmiast krewnych i przyjaciół, a ugoszczę ich i obdaruję.
Stary krawiec nie bardzo temu wierzył, ale sprosił jednak krewnych. Wówczas tokarz rozłożył pod osiołkiem chustkę i rzekł do młynarza:
— Teraz, drogi bracie, pomów z nim!
— Osiołku, kładź się! — zawołał młynarz i w tejże chwili na chustkę padać poczęły dukaty, a goście napełnili sobie nimi kieszenie. (Przypuszczam, że i ty chętnie byś był przy tym!)
Potem tokarz postawił na środku stolik i rzekł do stolarza:
— Drogi bracie, pomów z nim teraz!