Trzeciego dnia przyszła kolej na najmłodszego z braci. By dogodzić ojcu, poprowadził kozę pod kępę krzaków pokrytych gęstym listowiem, aby tam się pasła. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Ach, mój drogi, ach, mój miły,

tak najadłam się!

Nie zjem więcej ni ździebełka,

me, me, me!

— Chodź więc do domu! — zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

— Czy dobrze się dziś koza napasła? — zapytał krawiec.

— O! — odparł syn — ani ździebełka już zjeść nie może.