Bram przestał natychmiast mruczeć. Twarz rozjaśniła mu się jakimś bezgranicznym zachwytem. Grubą, niekształtną rękę wyciągnął ku złotym włosom, które widocznie były dla niego jakimś bezcennym talizmanem.
Celia uśmiechnęła się leciutko. Może właśnie dzięki temu talizmanowi — pomyślał Filip — ów potwór, ten człowiek-wilk, otaczał ją takim szacunkiem i czcią od pierwszej chwili, od momentu gdy dostał ją w swoje ręce. Ale przecież ona była zupełnie w jego mocy! Ileż razy mógł zrobić z nią wszystko, co tylko mu się podobało! A może naprawdę nie zdawał sobie z tego sprawy, jaki skarb ma w rękach?
Człowiek-wilk, z miną zadowoloną, począł znowu coś mruczeć, ale już inaczej, łagodnym i niemal pokornym tonem. Usiadł na podłodze pod ścianą ze skrzyżowanymi nogami. Rozdzielił pukiel włosów na trzy części i zaczął splatać z nich nowe sidła... Celia, uspokojona już zupełnie, wróciła do swego pokoiku. Czuła potrzebę samotności, chciała odetchnąć swobodnie po tych wszystkich gwałtownych przejściach.
Filip, korzystając z jej nieobecności, otworzył swój plecak i wydobył z niego przybory toaletowe. Przyjrzał się w lusterku i przeląkł się sam siebie. Z nieogoloną brodą, brudny, nieuczesany, wyglądał tak odstraszająco, że zrozumiał dopiero teraz, czemu Celia w pierwszej chwili na jego widok cofnęła się. Potrzebował pół godziny czasu, aby ogolić się należycie. Co się zaś tyczy Brama, to człowiek-wilk tak zajęty był splataniem swej sieci, że tak długo nie odrywał oczu od roboty, aż siatka była gotowa. Wstał wówczas i wyszedł z izby, nie mówiąc ani słowa.
Celia wróciła do pierwszego pokoju. Natychmiast zauważyła zmieniony wygląd Filipa, co sprawiło jej widoczną przyjemność. Filip zarumienił się mimo woli.
Podeszli do okna i obserwowali Brama. Człowiek-wilk zwołał całą swą hordę i szedł z nią do furtki. W ręku trzymał narty i batog. Otworzył furtkę, wyszedł i wypuścił za sobą dziesięć wilków. Potem furtkę zamknął.
Celia podeszła do stołu. Filip zauważył, że ze swego pokoiku przyniosła ołówek i kawałek papieru. Usiadła obok stołu i po chwili podała Filipowi z miną triumfującą kartkę papieru, na której wyrysowany był dość niezgrabnie łeb karibu. Miało to oznaczać, że Bram wybrał się na polowanie. Filip roześmiał się, bo oto znaleźli nowy sposób porozumiewania się za pomocą rysunków.
Równocześnie jednak uświadomił sobie co innego, coś co wcale nie było pocieszające. Oto Bram, wyruszając na łowy, pozostawił w zagrodzie połowę swej hordy — dziesięć wilków. Nie, nie można się już było łudzić! Ów niebezpieczny szaleniec traktował ich oboje nie jak swoich gości, lecz jak więźniów.
Rozdział XII. Groźna niespodzianka
Noc minęła spokojnie, bez najmniejszego wypadku. Była to pierwsza noc, spędzona przez Filipa w chacie Brama, w towarzystwie Celii. Pierwsza i ostatnia.