— Nie znajduję nawet owego noża, którym Bram zwykle kroi mięso. Ciekawe, czy był tak samo ostrożny i przewidujący, kiedy byłaś tu jeszcze sama jedna. W każdym razie nie znajduję nigdzie żadnej broni ani nic podobnego.
Zza ścian chatki doleciało uszu Filipa głośne ujadanie wilków. Podszedł do okna. Dwa wilki gryzły się ze sobą. Nie ma co mówić, Bram zostawił ich oboje pod doskonałą strażą tych bestii. Gdyby mu się nawet udało zabić Brama, lub unieszkodliwić go, jakim sposobem da sobie z nimi radę? Jeżeli Bram wejdzie do izby ze swą strzelbą, wszystko dałoby się zrobić. Wystrzela je kolejno co do nogi. Tylko pytanie, czy Bram w ogóle przyniesie tu kiedykolwiek strzelbę?
Oba wilki gryzły się dalej. Reszta otoczyła je półkolem. Jeden tylko, olbrzymi, nie zwracając uwagi na nic, legł w kącie, obgryzając dużą kość, z której odrywał ostatnie strzępy mięsa. Słychać było groźne kłapanie jego potężnych szczęk.
— Wiem już! — zawołał Filip. — Wilki przecież, tak samo jak ludzie, muszą dostawać jedzenie, konieczne do życia. Skoro już załatwię się z Bramem, pozostawię je w tej zagrodzie tak długo, aż pozdychają z głodu. Wymagać to będzie tygodnia, może i więcej. Kwestia cierpliwości tylko. Ale my będziemy mieć ostatnie słowo! Trzeba, aby Celia to nareszcie zrozumiała: przede wszystkim musimy pozbyć się Brama.
Celia właśnie go zawołała. Odszedł od okna i wrócił do niej. Celia wydawała się mocno wzruszona. Na stole rozłożyła kilka kartek papieru, które wyniosła ze swej izdebki. Na każdej kartce widniał jakiś nieudolny rysunek, nakreślony jej ręką. Nietrudno było domyślić się Filipowi, że Celia za pomocą tych rysunków chce mu objaśnić to wszystko, czego sobie wzajemnie słowami wypowiedzieć nie mogli.
Kołysząc lekko swym smukłym dałem, szepnęła cicho: „Filip”. A jemu zrobiło się dziwnie miło, słysząc, że woła go po imieniu, tak jakby to było rzeczą naturalną.
Nachylił się nad leżącymi papierami. Pobrudzone i zniszczone, widocznie nieraz już były w użyciu. Rysunki te przedstawiały całą historię młodej dziewczyny.
— Domyślam się — mówił Filip — że sama to wszystko rysowałaś, by pokazać Bramowi. I on niewiele więcej wie o tobie, aniżeli ja. Tak, tak... rozumiem już wszystko... Jakiś okręt, psy, ludzie... jakieś walki... Przyjrzyjmy się bliżej...
Celia spoglądała na niego z wytężoną uwagą. Pragnęła, aby jak najprędzej ją zrozumiał.
Filip pochylony nad rysunkami dągnął dalej: