— Tu, na tym rysunku, w samym środku, jesteś ty, „pani”. Ty, z rozwichrzonymi włosami, bronisz się przed jakimiś ludźmi, którzy tak jakby chcieli cię zabić pałkami Co to ma znaczyć, mocny Boże? A tu wysoko, w górze, jakiś statek. Od niego powinniśmy zacząć. Zapewne wysiadłaś z tego statku, prawda..? Statek, statek, statek...

Skunnert — zakrzyknęła łagodnie, pokazując palcem na ów wyrysowany statek. — Skunnert... Siberien...

— Szkuner... Syberia! — powtórzył Filip. — Tak się właściwie powinno wymawiać, moja Celio! Zajrzyjmy znów tutaj!

Wydobył z kieszeni ową małą mapkę kuli ziemskiej i rozłożył ją na stole.

— Weźmy się na nowo do roboty i to możliwie dokładnie.

Pochylili się oboje nad mapą. I znowu, jak wczoraj, zetknęły się ich ciała. Filip niemal dotykał ustami jej złocistych włosów. Zadrżeli oboje. Ale Celia opanowała się szybko. Odsuwając się nieco, zaczęła wodzić palcem po mapie.

Statek wypłynął z ujścia rzeki Leny na Syberii. Płynął następnie wzdłuż wybrzeży aż gdzieś w okolice Alaski. W tym miejscu paluszek zatrzymał się bezradnie. Wymownym gestem dała mu do zrozumienia, że nie potrafi określić, w którym miejscu statek dobił do wybrzeży Ameryki Północnej.

Zaczęła pokazywać mu kolejno następne kartki, na których przedstawione były jakieś walki i utarczki, których właściwego znaczenia jednak Filip nie mógł zrozumieć. Wreszcie na zakończenie skreśliła jeszcze jeden rysunek, przedstawiający olbrzymiego człowieka, otoczonego bestiami. Miał to być Bram ze swymi wilkami. I teraz dopiero zrozumiał Filip, dlaczego tak broniła Brama, dlaczego nie pozwalała, by choć jeden włos spadł mu z głowy. Bram był jej wybawcą, on ją wyratował z tych wszystkich strasznych przejść, o których po części mówiły rysunki. On ją wtedy wyratował i zabrał ze sobą do swej kryjówki. Dlaczego ją tutaj trzymał w zamknięciu, tego z rysunków domyśleć się było niepodobieństwem.

Niejedno jeszcze wymagało wyjaśnienia. Po co i w jakim celu jechała Celia na Syberię? Kto skierował okręt ku niegościnnym wybrzeżom Alaski? Co to za jedni ci nieznani jej wrogowie, z rąk których Bram ją wyratował?

Filip wziął do ręki jeden z rysunków, który Celia przyniosła i odłożyła na bok. Na rysunku tym były dwie osoby: mężczyzna i ona. Mężczyzna ów trzymał ją w swoich ramionach. Filip podniósł wolno głowę i spojrzał na Celię. W oczach jej lśniły łzy.