Dlatego też Filip podziękował w głębi duszy Bogu za tę pomoc, zesłaną mu niespodziewanie. Trzeci dziryt przeszył na wylot trzeciego wilka. Zwierzę, śmiertelnie ranne, wlokło się z wysiłkiem po śniegu. Pozostałe siedem wilków w szalonych susach rzucało się z furią na pale ogrodzenia.

Filip podszedł po cichu do drzwi, uchylił je nieznacznie i stanął na czatach. Celia przystanęła obok niego, jakby domyślając się, o co mu chodzi. W pewnej chwili trąciła go lekko w ramię. Oto ponad palisadą, ostrożnie, pomału, wychylała się jakaś czarniawa twarz.

Szybki jak piorun Filip wypadł zza drzwi, wydając przeraźliwy i donośny okrzyk wojenny. W chwili, gdy zabłysnął dziryt, Filip wypalił z rewolweru. Głowa i ramię zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale równocześnie też i wściekłe wilki rzuciły się w stronę Filipa. Jednym susem dopadł drzwi i zamknął je za sobą.

— Nie ma co mówić, dostaliśmy się w ładną kabałę — mówił ze śmiechem do Celii, podczas gdy wilki dobijały się do zamkniętych drzwi.

Objął ją wpół ramieniem i ciągnął dalej:

— Jaka szkoda, że ci drunie nie wiedzą o tym, iż nam zależy tak samo, jak im, na unieszkodliwieniu Brama! Gdyby tak oni chcieli nam dopomóc w walce z tym naszym wspólnym wrogiem — to dopiero by było przedstawienie! Widziałaś, jak ów czarny jegomość zmykał z palisady? Jestem pewny, że go nie trafiłem. I daj Boże, aby tak było rzeczywiście! Bo gdyby te łapserdaki przekonały się, że moje kulki są zaledwie wielkości ziarnka grochu, a rany od nich nie bardziej bolesne niż ukąszenia owada, obsiedliby wszyscy palisadę, niby stado wron i kpiliby sobie z nas w żywe oczy. Słyszałaś, jakiego huku narobiłem, prawda?

Pod wpływem zagrażającego im obojgu niebezpieczeństwa, Celia nie zwracała uwagi na to, że Filip obejmował jej kibić coraz silniejszym i gorętszym uściskiem, podniecony zarówno czekającą go walką, jak i wzbierającą w sercu miłością.

— Chwila jest poważna — zaczął mówić głosem tak zmienionym, że Celia na pewno przestraszyłaby się, gdyby rozumiała, co on mówi. — Co się z nami stanie? Jeżeli Bram już nie żyje, te czarne diabły z małpią gębą wystrzelają wszystkie wilki, a potem wyłamią furtkę i przypuszczą szturm na chatę. Czuję się na siłach, by stoczyć z nimi walkę, choćby było ich nawet dwudziestu. Miłość, jaką czuję do ciebie, podawaja me siły. Ale zanim do tego dojdzie, chciałbym jedno wiedzieć: kim jest ów mężczyzna, tu, na tym rysunku? W tych ostatnich minutach, jakie dzielą nas od walnej rozprawy z tymi diabłami, mam szaloną ochotę przycisnąć cię do mego serca, obsypać pocałunkami, abyś jeszcze wiedziała, jakie uczucia żywię do ciebie. Kocham cię całą, od stóp do głowy. Tylko lękam się, czy nie zanadto wcześnie się z tym wybrałem... czy nie będziesz mną pogardzać...?

Otrząsnął się, odsunął się od Celii i ujął w ręce ów rysunek, który niedawno wziął ze złością i rzucił na stół. Rozwinął go i wygładził starannie.

— Co to może być za człowiek? Jeżeli go nie kochasz, czemuż obejmujesz go tak czule i serdecznie?