Celia z tonu głosu i ze wzroku Filipa domyśliła się, że chce ją o coś pytać. Z ogromnym wysiłkiem starała się odgadnąć, o co mu chodzi. W zachowaniu Filipa przebijało się jakieś zażenowanie, którego dotąd nigdy nie zauważyła. Podał jej ów rysunek. Może, myślał sobie, Celia wrodzoną intuicją odgadnie, co go dręczy. Wpatrywał się w nią uważnie. Celia patrzyła długą chwilę na ów rysunek: wreszcie podniosła ku niemu oczy, rozjaśnione jakimś dziwnie czystym i pogodnym blaskiem. Odgadła.
— Min fader — rzekła spokojnym głosem, wskazując paluszkiem na rysunek owego mężczyzny. — Min fader.
Zdawało mu się, że mówi po angielsku.
— Your father12? — krzyknął niemal.
Skinęła potakująco głową:
— O o-ee min fader... — powtórzyła.
Odetchnął z ulgą:
— Chwała Panu Bogu! — zawołał.
I natychmiast dodał wesoło:
— Dużo tam mamy jeszcze naboi? Paf! paf! paf! Mam taki humor, że tym małym rewolwerkiem gotów jestem wystrzelać cały świat!