Potwór nie bronił się. Pokrzykiwał tylko zabawnie w takt każdego natarcia. A klaskało coś przy tym dziwnie i bardzo podobnie do pantofla.
Nie był to jednak na pewno pantofel! Każdy wie, że targany pantofel wyprawia skoki i można go włóczyć za sobą. Potwór, szarpany przez Finka, pozwalał się wprawdzie targać, ale ani myśleć o włóczeniu. Ba, nawet z miejsca trudno go było ruszyć!
Finek postanowił wziąć się ostro do uparciucha. Szczeknął groźnie dla postrachu! Wżarł mu się całym pyszczkiem w kudły. I rwał! I targał! A warczał przy tym najstraszniej, jak umiał!
— Finek! Finek! Pójdziesz precz od szczotki! Wszystkie włosy powyrywa ten szczeniak utrapiony! — krzyknęła tuż nad rozżartym psem Katarzyna.
Katarzyna, daleka krewna państwa Rosochackich, mieszkała razem z nimi i zajmowała się wspólnym gospodarstwem.
Zwycięski Finek odbył podróż napowietrzną zza skrzyni przez całą kuchnię! Aż do końca korytarza prowadzącego do pokoju!
I tam właśnie wyrwał się wreszcie Katarzynie. Nie oglądając się za siebie podbiegł w te pędy do Bielaska. Spał on swoim obyczajem na poduszce.
Finek miał wielką ochotę opowiedzieć bratu o swojej przygodzie. Choć z góry był przygotowany na to, że Bielasek go nie zrozumie. Nie oceni nawet jego odwagi! Wiadomo! Płaksa i lizus!
Ale Finek tak się chciał komukolwiek zwierzyć ze swej przygody, a może nawet nią pochwalić, że postanowił brata obudzić. Wszedł więc bez ceremonii na poduszkę. Rozłożył się na niej tak, że zepchnął Bielaska na twardą i zimną podłogę.
— Ojej, zimno mi, zimno! Finek mnie zrzucił z poduszki! — mazał się obudzony tak gwałtownie Bielasek.