Zamknięty w komórce, z obolałymi bokami, rozmyślał samotnie Finek o tym, że sny są o wiele piękniejsze od rzeczywistości.
Ach, jak trudne i pełne przykrych niespodzianek jest psie życie!
XVIII
Ciocia Musia wyjeżdżając zaprosiła panią Rosochacką i Dzidzię do siebie na lato.
— A co będzie z Finkiem? — spytała niepewnie Dzidzia.
Obawiała się ona, i nie bez słuszności, czy ciocia Musia zechce mieć u siebie takiego psa, o którym Katarzyna mówi, że większego szkodnika świat nie widział.
— Finka zabierzecie ze sobą! To bardzo miły piesek. Wolę psy wesołe, żywe, a nawet psotne niż ospałe i leniwe — powiedziała ciocia Musia i zwracając się do pieska, który kręcił się koło jej krzesła, dodała: — Będzie nam dobrze ze sobą, prawda? Finek jest dobry piesek, miły piesek!
Finek patrzył serdecznie cioci Musi w oczy. Merdał ogonkiem najprzymilniej, jak umiał. W spojrzeniu cioci musiał on dojrzeć coś dziwnie dobrego i pociągającego, bo wspiął się ku jej ręce. Lizał ją po dłoni, po palcach.
Ciocia Musia nabrała na łyżkę soku z konfitur i dała Finkowi do oblizania. Pies lizał prędko i mamrotał z rozkoszą:
— Wyborne! Znakomite! Jesteś zacna kobieta! Przesmaczne! Zawsze cię będę kochał! Nadzwyczajne! Jak tylko skończę, to cię pocałuję.