Cóż tu się dziwić, że chciał być jak najbliżej kubła?
No i wszystkich rozkoszy, jakich pełno było w kuchni.
Na wszelki wypadek Finek rozejrzał się dokoła. Upewnił się, że nigdzie nie ma Katarzyny.
I że, o dziwo, kubeł stoi w kącie. Pełny! Bo Katarzyna zapomniała go wynieść!
Wobec tego Finek uznał, że nadszedł czas, by spełniło się najpiękniejsze z jego marzeń. Postanowił przetrząsnąć do dna kubeł ze śmieciami!
Do samego dna! Do ostatniej kosteczki!
Już szedł do kąta przy drzwiach, gdzie stał kubeł. Aż tu nagle, jakoś w pół drogi, usłyszał nad sobą jakiś dziwny odgłos! Jakby skrzypienie drzwi!
Rozpłaszczył się na podłodze ze strachu!
„Oj, oj, Katarzyna wchodzi teraz do kuchni przez sufit! Ona wszystko potrafi!” — pomyślał, a serce mu biło jak młotem.
Leżał plackiem na podłodze. Ani drgnął. Był pewien, że Katarzyna lada chwila chwyci go za kark. I znów lanie pewne!