A tu drzwi w suficie skrzypią i skrzypią! A Finka nikt nie chwyta za kark! Nikt nie daje klapsów! Ba, nie słychać nawet ciężkiego chodu Katarzyny! Cisza! Tylko to skrzypienie drzwi w suficie ani na chwilę nie ustaje!
Finek ostrożnie, jednym okiem, spogląda do góry.
Nigdzie nie widać Katarzyny!
Podniósł się. Usiadł. Patrzy — nie ma drzwi w suficie!
A jednak coś skrzypi! Na pewno skrzypi!
Zaczął rozglądać się przytomniej. Dojrzał zawieszone na ścianie coś przedziwnego: przezroczyste pudełko. A w tym pudełku coś, co było żółte. I skrzypiało tak zabawnie!
Tego Finek nie widział jeszcze jak żyje! Aż mu w gardle zaschło ze wzruszenia i ciekawości. Z wywieszonym ozorkiem wpatrywał się w niewidziane zjawisko.
A żółte dziwowisko miota się w pudełku!
I skrzypi!
Widział to kto samo skrzypienie? Bez drzwi?