Tego już jej było za wiele!

— O Jezu miłosierny! — jęknęła i skoczyła do Finka.

Finek nie czekał. Chwycił w zęby kość i jednym susem już był za kuchennymi drzwiami.

Zbiegł ze schodów! Ani się obejrzał — aż na podwórzu!

Tam wsunął się w najciemniejszy kąt. Bał się, by i tu nie dosięgła go straszna zemsta Katarzyny!

Zabrał jej przecież kość! Kość! A ona tak zabiegała o to, by wszystkie kości mieć dla siebie! I tak ich broniła!

Kto by się zresztą temu dziwił? Czyż na całym świecie jest coś, co można by porównać z kością? Nie ma!

Finek próbował cieszyć się zdobytym skarbem. Zaczął starannie kość ogryzać. Ale, niestety, jakoś mu nie smakowała! Czuł dziwny niesmak! Jakieś bóle i niepokojące ściskanie w brzuszku! A brzuch Finka z jednej strony wzdął się jak bania! Ani siedzieć, ani leżeć, ani się ruszyć! Niedobrze!

Finek usiadł. Ból stawał się coraz ostrzejszy. Położył się. Bóle nie ustają. Spróbował się przejść. Nic mu nie lepiej! Aż w głowie się kręci! A tak jakoś dziwnie nieprzyjemnie i mdło. Niedobrze! Zupełnie niedobrze!

Odwrócił się od kości! Nie chciał nawet na nią patrzeć!