Aż tu przez uchylone drzwi, prowadzące z kuchni na schody, wsuwa się zguba. Przemyka się chyłkiem koło Katarzyny. Sadzi16 w korytarz. Wpada do sypialnego pokoju. Wskakuje na łóżko zapłakanej Dzidzi. I liże ją po twarzy!

Radość nie do opisania!

XXII

W tydzień później pani Rosochacka z Dzidzią wyjechały na wieś. A z nimi Finek.

Ciocia Musia nie mieszkała na szczerej wsi.

Dom państwa Witkowskich leżał na skraju małego, czystego miasteczka. Otaczał go ogród pełen kwiatów i stary sad.

Dzidzia bardzo kochała dobrą, miłą, wesołą ciocię Musię. Kochała też stary dom i ogród, i sad! Czuła się zawsze u cioci w gościnie jak w niebie!

Całe dnie biegała po ogrodzie. Ale najbardziej lubiła podwórze!

Po prawej stronie tuż przy furtce, stoi tam kurnik zajęty przez kaczki. Króluje w nim Józio, wielki, ciemno pręgowany kaczor z pawim podgardlem i kosmyczkiem zawiniętych do góry piórek na ogonie. Jasnożółty dziób zadziera co chwila do góry i ochrypłym głosem woła:

— Kwa, kwa, kwa! Zjedliśmy już wszystko! Woda wylana! Dajcie jeść! Kwa, kwa, kwa! Porządna kaczka zawsze jest głodna!