Po podwórzu spaceruje też Maciuś — czarny, rosły kot, utykający na tylną nogę.
Wielki to mruk. Zły jest i zgorzkniały. Śpi po całych dniach na słońcu, a budzi się tylko wtedy, gdy słychać zmywanie naczyń w kuchni. Zeskakuje wówczas z daszka drwalki i co sił sadzi do kuchni. Boi się spóźnić na wylizywanie różnych przysmażanek, które zlewają dla niego do okrągłej miski stojącej przy rogu.
Oprócz Maciusia jest drugi kot, Femcia. Jest to bura kocica, pieszczotliwa i przymilna. W paczce w drwalni ma ona legowisko. Opuszcza je rzadko. Bo karmi teraz pięcioro małych, z których jedno jest białe, trzy są czarne, a jedno bure jak matka.
No i powiedzcie sami, czy Dzidzia mogła się była nudzić na takim ciekawym podwórku?
XXIII
Finek zniósł podróż nadspodziewanie spokojnie. Nie dokuczał nikomu swoim towarzystwem.
Z dworca aż do domu państwa Witkowskich szedł godnie na smyczy. Dzidzia spuściła go dopiero w ogrodzie i zamknęła za sobą furtkę.
Przez pierwszy dzień pobytu u cioci Musi Dzidzia była zajęta ogrodem i tym, co się działo na podwórzu. Finek był więc zupełnie osamotniony.
Lecz bynajmniej nie brał sobie do serca tego osamotnienia. Był jedynym psem na całym podwórzu, to prawda! Ale tyle dokoła widział nowych rzeczy, ludzi, zwierząt! Wszystko trzeba było przecież poznać, zbadać! Czyż można się było nudzić?
Pierwszego dnia po przyjeździe nie puszczono psa na podwórze. Finek zaznajamiał się więc z ogrodem.