Wyrwał się Dzidzi z rąk.

— Mam nos jak bania! To prawda! Ale puśćcie mnie, bo nie mam czasu. Życie jest takie ciekawe! — szczeknął.

I wypadł do ogrodu. Zobaczył, że furtka na podwórze jest niedomknięta. Ostrożnie przesunął się przez szparę. Stanął w podwórzu. I oniemiał!

„Co za zapachy! Co za zapachy! — myślał, a raz po raz podnosił pyszczek do góry i zaciągał się łapczywie. — Świat jest cudowny! Życie jest urocze!” — ucieszył się i ruszył przed siebie.

Zobaczył słup pośrodku podwórza! I zaczął go obiegać. Zrazu wokoło, później w ósemkę. Wreszcie przysiadł, spojrzał na słońce i szczeknął. Raz, drugi, trzeci!

Od razu zrobił się rejwach na podwórzu.

Zagdakały kury:

— O, a to co? A to co? Co to, co to, co to?

Odpowiedziały im kaczki.

— Strach! Strach! Strach!