Wyciągnął się. Wygiął grzbiet. I zwrócił się w stronę drwalki:
— Femcia! A pilnuj tam dzieci! Pies jest w podwórzu!
Finek to usłyszał. Stanął pod drwalką i jeszcze gorzej niż na kaczora naszczekał na Maciusia.
Kot z wysokości daszka patrzył na psa bursztynowymi oczyma. I pomrukiwał:
— Małe to! Od ziemi nie odrosło! A jakie zuchwałe! Będzie tu z nim kłopot, zanim się go moresu20 nauczy!
Finek nagadał głupstw Maciusiowi i zwrócił się w stronę, gdzie gdakały kury.
Drzwi od kurnika były niedomknięte. Jednym skokiem wpadł więc do wnętrza. Nie namyślając się wiele, zaprosił Łysuchę do biegania w ósemkę.
Bielak spojrzał na niego groźnie! Trzepnął skrzydłami!!
— Precz! Co to jest? Co to ma znaczyć? Ja ci tu dam, ty taki, owaki! Oho, ho, ho! — krzyknął z góry na psa.
I ani się Finek obejrzał, jak już leżał na ziemi! A Bielak kuł go twardym dziobem, gdzie trafił!