„Bardzo dobre! Zupełnie dobre! — stwierdził. — To głupie stworzenie taki kot! Jak to wybredza! I po co to karmić takie paskudztwa?” — pomyślał i zaczął pałaszować z apetytem kocie jadło.
XXVI
Finek wyjadł wszystko po porządku, starannie. Nie zostawił po sobie nawet odrobiny.
Kocięta ustawiły się rządkiem niedaleko od psa. Patrzyły wytrzeszczonymi ze strachu oczyma na Finka, który używał sobie, jak chciał, w ich misce. Były głodne, zawiedzione, smutne. Piszczały też boleśnie i zawodziły z całej ukrzywdzonej kociej duszy.
Nagle zza węgła ukazała się Femcia. Spostrzegła Finka bobrującego w kociej misce. Nasrożyła się. Nastawiła sierść na karku jak szczotkę. I skradała się wolno ku psiakowi.
Finek jadł, ale nie spuszczał oczu z kocicy.
I nagle jak warknie, jak szczeknie, jak skoczy do Femci! Zanim się kocica spostrzegła, już ją chwycił zębami za bok i szarpnął boleśnie za futro!
Femcia uskoczyła. Wyrwała się. Finek wrócił do miski. A kocica pobiegła w te pędy do Maciusia.
— Maciuś! Słuchaj, Maciuś! Ten pies! — zaczęła boleściwie.
— Co się stało? — zapytał kocur.