— Kto otworzył okno? — zdziwił się pies.

Bo Finek widział, że zawsze przed pójściem spać ciocia Musia zamykała starannie wszystkie okna w domu.

Szybko, jak mógł najciszej, przyczołgał się do obcego człowieka. Postawił on na ziemi walizkę trzymaną w ręku. I jakieś przedmioty zapychał sobie za ubranie. Finek pociągnął nosem. Pochwycił zapach człowieka, walizki i rzeczy.

— Walizka jest nasza. Pachnie moją panienką. Rzeczy są nasze. Pachną naszym pokojem jadalnym. A człowiek jest obcy i czuć go obrzydliwie — powiedział sobie.

Obcy ujął za walizkę, przełożył nogę przez okno i chciał wyjść. Finek chwycił go z całej siły zębami tuż przy kostce tak silnie, jak tylko mógł.

Obcy człowiek krzyknął, puścił walizkę i ucieka.

— Na pomoc! Łapaj! Łapaj! — szczeknął Finek.

I jednym skokiem przesadził22 okno. Dopadł do uciekającego, skoczył, chwycił, przeciął zębami sukno i zawisł u ciała.

Obcy człowiek targnął się, szarpnął. Chciał uwolnić się od psa. Spod marynarki wysypało mu się wtedy wszystko, co zabrał.

Szczekanie Finka zbudziło cały dom. Wszyscy zerwali się z łóżek! Wpadli na werandę!