Ciocia Musia zawsze bardzo lubiła Finka. Teraz pokochała go jeszcze więcej23 za jego odwagę i poświęcenie. Wiedziała ona, jak trudno było z Finkiem dać sobie radę w mieście. Zaproponowała więc Dzidzi, żeby piesek został u niej na stałe.
— Będzie miał tu większą swobodę — mówiła. — A że nikt go nie skrzywdzi, to się samo przez się rozumie! Dzidziu, będziesz mogła widywać się z Finkiem na każde święta i wakacje. Zapraszam cię do siebie najserdeczniej!
Pani Rosochacka zgodziła się na projekt cioci Musi. Przyrzekła ze swej strony, że pozwoli Dzidzi bywać u cioci na każde święta.
Dziewczynce żal było, co prawda, rozstawać się z Finkiem! Kochała jednak serdecznie ciocię Musię. A i pobyt na każde święta u cioci, gdzie mogła zobaczyć Finka, miał też swoje dobre, bardzo dobre strony!
Zresztą Dzidzia była pewna, że Finkowi będzie lepiej u cioci Musi. Bo w małym mieszkaniu, w wielkiej i ludnej kamienicy, położonej w jeszcze większej i ludniejszej Warszawie, Finek na pewno czułby się gorzej. Nie mógłby się ani wybiegać, ani nadokazywać, prawda?
Więc Finek został u cioci Musi. I w kilka dni później przeniósł się z werandy do własnego mieszkania. Dostał budę porządną, przestronną, pięknie malowaną na zielono.
Odtąd był psem dorosłym.
I gdyby w psim świecie panowały te same zwyczaje, co u ludzi, powinien się był od tej chwili nazywać nie „Finek”, lecz „Fin”, jeżeli nawet nie „pan Fin”!
„Pan Fin” stał się dzielnym, miłym, rozsądnym psem. Był on odtąd przyjacielem i opiekunem całego domu. Musiał się z nim liczyć każdy, kto zbliżał się do tych, których on, Finek, pokochał i którymi się opiekuje!
Taki to był Finek!