Awantura! Gwałt! Bieganina! Szukanie!

Panna Agata z rozwianym włosem szaleje po ogrodzie.

Zagląda pod każdy krzak agrestu! Przeszukuje każdy krzak bzu! Gałązkę po gałązce! Depcze po kapuście! Sałaty jakby nigdy nie było! Pomidory w kawałki!

Kto by tam od rozpaczy śmiał wymagać rozsądku!

Katarzyna wściekła! I o sałatę, i o kapustę, i o pomidory! Wyciąga za spódnicę pannę Agatę z grządek! Ta się szarpie, wyrywa!

Puc mrugnął na Bursztyna, Bursztyn na Puca.

— Pomagajmy Katarzynie — powiedziały sobie.

Ale nie o pomoc tu chodziło, tylko o wrzask i szarpanie. Co Katarzyna złapie za suknię pannę Agatę, to już Puc ciągnie ją z drugiej strony. A Bursztyńsio doskakuje z wrzaskiem z przodu.

A panna Agata nic, tylko jednym głosem woła:

— Tiuzdej, Tiuzdej, Tiuzdej!