A coraz piskliwiej, coraz chrypliwiej! Jakby kto nożem po szkle...

Ech! — koniec świata, i tyle.

Sąsiedzi się zbiegli na to widowisko! Do samego południa trwały te poszukiwania Tiuzdejka.

Musiałem pożyczyć sieci, brodzić po sadzawce, bo się pannie Agacie koniecznie uwidziało, że Tiuzdej utopił się w tej kałuży, w której więcej błota niż wody.

Miesiłem to błoto nogami i naprawdę nie mogłem w tym znaleźć nie tylko przyjemności, ale i sensu. Bo nie tylko Tiuzdej, ale i szczur nie byłby się mógł utopić w naszej sadzawce.

Ale czego się to nie robi po to, aby dogodzić zrozpaczonej kobiecie, no i gościowi.

Wreszcie powróciliśmy do domu.

Panna Agata słania się i ledwie mi przez ręce nie leci.

Po lekarza, myślę, posłać czy jak?

Wchodzimy na podwórze. Nagle Bursztyn spojrzał na Puca. Puc na Bursztyna. Nosy w górę. Węszą.