Poszły. Nie obejrzały się nawet za siebie.
Rozdział czwarty
Wróciły na rynek.
Zastały tam jeszcze całe towarzystwo. Kucuś przerwał zabawę. Obwąchał starannie obydwa psy i spytał uprzejmie:
— Co panowie jedli? Co u państwa słychać?
Bursztyńsio już otworzył paszczękę i bąknął coś o przybyszach, ale go Puc zaraz osadził.
— Milcz! Będzie dość czasu na to, żeby się hańby najeść do syta. Bawmy się! — powiedział do Kucunia i choć to nie było w jego zwyczaju, od razu się zgodził na pierwszą lepszą grę, jaką mu zaproponowano.
Minął pewien czas. Zabawa szła na całego. Nagle Bursztyńsio, który był żarłokiem i bardzo nie lubił, gdy mu głód dokuczał, zatrzymał Puca i powiada:
— Puc, dość tych igraszek, idziemy na kolację!
Pucunio spojrzał na niego. Skrzywił się.