Rozjadł się.
Doszedł do przekonania, że i w Pucowej misce są jeszcze wcale niezłe resztki. Podsunął się ku niej. Ale ledwie w nią brzęknął, zerwał się Puc i krzyknął:
— Ty, co robisz? Twoje?
I za kark Bursztyńsia.
— Pucuniu, daruj! — jęknął Bursztyńsio. — W twojej misce nie ma ani ździebełka.
Puc puścił Bursztyna. Zajrzał do swojej miski. Rzeczywiście nie było tam nic. Dla porządku jednak wylizał wszystko do czysta. I powiada:
— Wiesz, co robi porządny pies, kiedy musi czekać? Zasypia głód.
Cóż pozostawało biednym psiakom?
Poszły spać.
Ułożyły się jednak tak, żeby nawet przez sen nie tracić z oczu drzwi od kuchni i żeby w razie czego wiedzieć, co się dzieje na ulicy.