Spały już dobrą chwilę. Nagle Puc podniósł głowę i nastawił uszy. Bursztyńsio spytał go cicho:
— Co?
— Cicho — szepnął Puc. — W krzaki!
Obydwa psy skoczyły w jaśminy.
— Nie widzę nic — skarżył się Bursztyńsio.
— Jak cię utnę18 dobrze, to zobaczysz. Uwaga!
Ulicą wolno, ostrożnie biegł Lord, buldog. Trzymał w pysku coś wielkiego. Oglądał się niepewnie dokoła. Badał, czy go ktoś nie śledzi.
— Za nim! — skomenderowal Puc. — Tylko ani mru-mru.
Psy wybiegły na ulicę i chyłkiem też pod parkanem skradały się za Lordem.
Buldog przebiegł ulicę. Skręcił w prawo. Tam zaraz za domem rozpoczynało się orne pole.