Lord obejrzał się jeszcze raz. Nie dostrzegł nic podejrzanego. Szybko wykopał w zaoranej ziemi dół, wrzucił to, co niósł. Obejrzał się. I zasypał dół starannie ziemią.
Skończył. Znów się obejrzał dokoła.
Akurat właśnie Bursztyńsio wysunął się naprzód. Puc rzucił się na niego. Zakłębiło się na ziemi.
Lord spojrzał na psy krwawym zezem. Już miał się na nie rzucić, ale się uspokoił.
— Gryzą się. To dobrze. Nie widziały, gdzie zakopałem skarb — pomyślał i ruszył wolno przed siebie.
Gdy tylko Lord zginął Pucowi z oczu, puścił on Bursztyńsia.
— Dostaniesz jeszcze lepiej, jak się nie będziesz pilnował — zapowiedział mu surowo. — A teraz chodź.
Psy pobiegły do miejsca, gdzie Lord kopał. Puc natychmiast odkopał skarb.
— Wątroba! Cała wątroba! — zachłysnął się z zachwytu.
Była to rzeczywiście wołowa wątroba, którą Lord skądsiś zdobył. Buldog był wielki i silny. Co tam dla takiego psa było nieść szmat mięsa? Mucha. Ale Pucunio i Bursztyn napociły się niemało, zanim zdobycz zawlekły do ogrodu.