Ale widać chciał się bliżej poznać z naszym domem, bo wylazł z kosza.
Jakież to psisko miało długie nogi!
Zdawało się, jakby chodził na szczudłach!
Idąc, podnosił nogi wysoko, jakby je z błota wyciągał. Przełamane to było, jakieś koślawe. A złe! Po oczach widać było, że najchętniej byłby nas uciął każdego z osobna i wszystkich razem swoimi pożółkłymi zębami.
Może tam Tiuzdejek był nawet wysokiej rasy, ale, że nie był nadmiernie urodziwy, to pewne.
Tiuzdejek obszedł, drepcząc koślawego dyrdaczka20, całą jadalnię. Zapuścił się nawet do sieni, przez którą przechodziło się do kuchni.
I tam właśnie trafił na kotkę Imkę, która zeskoczyła z szafy i szła na spacer.
Kocica skamieniała na widok psa we fraku. Zrazu przypadła do ziemi. Aż nagle, jak się wygnie w pałąk, jak parsknie, jak wrzaśnie:
— Precz, precz, precz!
I pac! z jednej strony, pac! z drugiej!