Bursztyn udawał, że nie słyszy. Przed samą furtką prowadzącą do kurnika schował się za spódnicę Katarzyny. W ten sposób przedostał się za kratę. Przyczaił się pod deską i czekał.
Puc spoglądał na Bursztyńsiowe machinacje23 jednym okiem i nie odzywał się wcale.
Katarzyna zsypywała kurze jadło do miski. Tłuczone kartofle z osypką dla kaczek. Nalała wody do ceberka, do poideł i poszła.
Puc słyszał szczęk zamykanej furtki.
— O, toś wpadł — powiedział do Bursztyńsia. — Widzisz, jakże się teraz wydostaniesz?
Bursztyn jednak wcale nie uważał na to, co mu Puc mówił. Dopadł do kaczego jadła. I ćpał24 kartofle z osypką, nie odrywając łba od koryta.
I kto to się tak objadał kaczymi smakołykami? Bursztyńsio! Ten gagatek, którego kłuły w zęby marchew i pietruszka z rosołu. Który się krzywił, kiedy mu dano kromkę chleba!
Bursztyn zajadał się tak, że zupełnie nie wiedział, co się wkoło niego dzieje.
Kacperek z Melańcią stali z daleka. Przyglądali się psu to jednym, to drugim okiem.
— Melańciu, jeśli się nie mylę, to jedzenie, które pałaszuje ten pies, przeznaczone jest dla nas, kaczek — kwakał Kacperek.