Jeszcze rozpaczliwiej darła się Melańcia, na którą z kolei rzucił się Bursztyńsio.
Obydwie kaczki toczyły się jak ciężkie kule. Melańcia z rozpędu wpadła na Białasa, Białas na Łyskę. Łyska odbiła się od Kacperka i wpadła na Czarnuchę. Zrobił się taki harmider, taki wrzask, że... Puc krzyknął:
— Bursztyn, Katarzyna!
Jakoż istotnie, tuż przy siatce stała już Katarzyna.
Spojrzała na to, co się w kurniku działo i, niewiele myśląc, łap — za węża gumowego do polewania ogrodu! Odkręciła kran i puściła strugę wody w kurnik.
Kury skoczyły na siatkę. Kaczki schowały się do komórki. Na placu został tylko Bursztyńsio.
Pamiętacie zapewne, że Bursztyn bał się wody. Otóż wyobrażacie sobie, jak mu było miło, kiedy go Katarzyna polała lodowatą wodą?
Wił się jak piskorz, krzyczał, miotał się jak oszalały. A tu furtka zamknięta.
— A będziesz łaził do kurnika! Będziesz wyjadał kaczkom!
— Oj, nie będę, nie będę - jęczał Bursztyn, starając się uciec przed strumieniem wody.