— No, masz dość — powiedziała wreszcie Katarzyna, zakręciła kran od węża i otworzyła furtkę.

Bursztyn wypadł na podwórze, jednym susem był na ulicy i tyle go wiedzieli.

Puc spojrzał za nim z odrazą, podszedł godnie do Katarzyny, majtnął kilka razy ogonem i powiedział z powagą:

— Ja tam nigdy nie chodzę do kurnika!

Podsatwił łepetynę Katarzynie pod rękę i czekał, by go pogłaskała

Katarzyna nieskora była jednak do pieszczot, więc odsunęła psa i poszła. Puc za nią. Że drzwi od kuchni były otwarte, a Katarzyna spoglądała właśnie w ogród, więc Pucunio ostrożniuteńko się przewinął i wsunął do sionki.

W kuchni wylizał starannie wszystko, co było do wylizania

Zajrzał do pokoju. Cisza. Wszedł

I od razu uderzył go w nos zapach przerozkoszny.

— Co to jest? — pomyślał. — Mięso?