Cóż miał tedy począć biedny Pucunia? Zjadł tak prędziutko i ten drugi kotlet, że się omal nim nie udławił.

Wylizał podłogę do czysta. Poszedł

Zaraz w drugim pokoju trafił na Tiuzdejka

Angielskie cudo leżało zwinięte w koszyczku i trzęsło się z zimna, pomimo że miało na sobie fraczek pomidorowy w kratkę.

Złym okiem spogldał wyfraczony pies na Puca, kóry, że był dobrze wychowany, zbliżał się z wyszczerzonymi w miłym uśmiechu zębami i majtał najprzyjaźniej ogonem

— Po co się tu wałęsasz? Nie lubię takich kundlów jak ty! — warknął do niego zgryźliwie Tiuzdejek.

— Tyś co powiedział? — spytał go Puc jeszcze zupełnie spokojnie.

— Że jesteś kundel. Że cię czuć obrzydliwie, iż zaraz kichnę, jeśli stąd nie odejdziesz. A wiedz o tym, że nie dawno miałem katar i że jeśli będę kichał, to mi to może zaszkodzić.

Puc nie brał bardzo do serca tych uwag. Zajęty był zupełnie czym innym. Bardzo mu się podobała poduszka, na której leżał Tiuzdej. I koszyk.

— Ładnie sobie sypiasz — powiedział z uznaniem.