— Miękko tu leżeć, bardzo miękko — powiedział grzecznie do Tiuzdeja i na samym brzeżku koszyka oparł lewą tylną nogę.

Później prawą. Usiadł całkiem od niechcenia na samym koniuszku kosza i rozkoszował się tym, jak to tu miękko i przytulnie.

Tiuzdej się nie poruszał. Więc Pucunio ostrożniutko ułożył się na poduszce. Na samym brzeżku, rozumie się.

— Masz dość miejsca dla siebie, Tiuzdejku, prawda? — dopytywał się grzecznie.

Nie otrzymawszy odpowiedzi, uznał, że istotnie nikomu na poduszce nie przeszkadza. Więc się też rozłożył wygodnie. Wyprostował nogi.

— Wynoś się stąd! — warknął tym razem ze złością Tiuzdej, który nagle znalazł się na samym brzeżku kosza.

— Fe, jakiś ty nieużyty25 — oburknął go Puc. Zjem ci tę twoją poduszkę?

— Ale ja już nie mam miejsca dla siebie, już lecę — skarżył się Tiuzdej.

— Toteż lepiej nie spadaj, bo ci to może zaszkodzić. Zejdź sam - radził Pucunio i rozprostował się tak przestronnie, że Tiuzdej znalazł się na podłodze.

— Zabrał mi kosz! Zepchnał mnie z mojej poduszki! — mazał się Tiuzdej.