— Fee, jak to nieładnie tak się skarżyć. Jaki ty jesteś nieużyty. Jaki sobek26 — wymawiał mu Puc. — Poczekaj, niech ja sobie troszkę poleżę. Zaraz cię puszczę.
Ale Tiuzdej nie przerywał skarg. Zawodził, krzyczał, wreszcie z jękiem pobiegł do swojej pani.
Panna Agata skoczyła do swojego skarbuńcia. Od razu się domyśliła, że mu się stała jakaś krzywda.
Starała się go uspokoić, ale Tiuzdej uspokoić się nie dał.
Z lamentem biegł ku miejscu, gdzie stał jego kosz.
Za nim, w nocnych pantoflach i szlafroku, biegła panna Agata.
Zobaczyłą Puca, który rozkosznie zwinięty w kłębuszek, wylegiwał się na poduszce.
— Precz! Precz! Wynoś się! — wpadła z góry na psa, który się wcale jej widoku nie spodziewał.
Puc miał swój honor. Wolno było krzyczeć na niego Katarzynie. Bo Katarzyna, to Katarzyna. Każdy to wie, pierwsza osoba w domu! Każdy jej musi słuchać, bo ona wszystkich karmi.
Ale żeby taka obca, taka przybłęda, która pierwszy raz jest w domu, śmiała wymyślać zasiedziałemu psu? I to na własnych jego śmieciach?