— Tego nie było i nie będzie — powiedział sobie Pucunio, wyszczerzył zęby i zawarczał głucho:
— Proszę zniżyć ton, nie znoszę wrzasków.
— Zejdź z poduszki! Idź precz, ty kundlu podwórzowy!
Panna Agata wysunęła rękę i chciała schwycić Puca za kark.
— Niedoczekanie twoje — warknął Puc i łap, pannę Agatę za palec.
A Pucunio ząbki miał jak igły.
— Takiś ty, poczekaj! — zawołała dama i pobiegła do siebie.
— Aha, no i czyje na wierzchu? — krzyknął za nią Puc.
I żeby zaznaczyć, że zwyciężył i że gardzi pokonanym wrogiem, zakręcił się w kółko na koszyku i obrócił do pokoju ogonem.
Panna Agata wróciła z parasolką w ręku. Otworzyła ją. Wyciągnęła przed siebie jak tarczę i wpadła na Puca.