Wpadł na Bursztyńsia i od razu przewrócił go na ziemię. Dopadł mu do brzucha, a że ząbki mial ostre i wcale nie żartował, więc Bursztyńsio wił się i krzyczał wniebogłosy.

— A będziesz zaczynał? — pyta go Mikaduchna.

— Nie będę, nigdy nie będę! — zaklinał się Bursztyn. — Tylko mnie puść!

Mikaduchna puścił Bursztyna, który wyglądał wcale nienadzwyczajnie i niebohatersko.

Puc podszedł do Mikada i powiedział pojednawczo:

— Jesteś dzielny pies i możemy się razem bawić.

— Kiedy ja się nie umiem bawić — przyznał się szczerze Mikado.

— Jak? Co? Coś ty powiedział? — zdziwił się Pucunio.

— Powiedziałem, że nie umiem się bawić! — powtórzył Mikado. — Mówię wam tak, jak jest. Ja nie kłamię nigdy.

Puc spojrzał na Bursztyna, Bursztyn na Puca.