Toteż dochodząc do kuchni, Pucunio kopnął Mikada.
— Uważaj! Trzymaj się ściany! Żeby cię Katarzyna nie dostrzegła.
— Dlaczego? — zdziwił się Mikado.
— On się pyta! — próbował się zaśmiać Bursztyńsio, ale Puc zgromił go wzrokiem.
— Już zaczynasz? — spytał go tak wnikliwie, że Bursztyńsio zamilkł.
Ale, żeby unaocznić Mikaduchnie, że spotkania z Katarzyną lepiej uniknąć, przemknął jednym skokiem koło drzwi kuchennych, przesadził sień i już z podwórza wołał:
— Możecie się nie bać! Idźcie śmiało! Katarzyna jest w ogrodzie!
Gdy już wyszły z sionki, Mikaduchna jeszcze raz zapytał Puca:
— Dlaczego miałyśmy uciekać przed Katarzyną?
Puc, który był psem porządnym i nie chciał zbywać Mikada byle jaką odpowiedzią, wyłożył mu wszystko dokładnie: