Mikado źle obliczył skok i tak łomotnął głową w słup, że się odbił i potoczył pod drwalkę wywracając po drodze dwa koziołki w powietrzu.

Psy zatrzymały się w biegu.

— To dopiero będzie wrzask! — szepnął drwiąco Bursztyn do Puca. — Taki maminsynek!

Ale maminsynek nie pisnął nawet. Musiało go dobrze zamroczyć, gdyż oglądał się dookoła półprzytomnie. Próbował wstać.

— Posiedź chwileczkę, aż ci przejdzie zawrót głowy! — radził Puc.

— Nic mi nie jest — uspokoił go Mikado.

Podniósł się, podszedł do nich i powiedział:

— Przepraszam. Już będę uważał. Bawmy się dalej.

— A widzisz? Gdybyś to ty tak brzęknął głową w słup, toby tu taki harmider był, że wszystkie psy z całego miasta już by wiedziały o twojej krzywdzie! — zgromił Puc Bursztyna. Dzielny jesteś pies — powiedział z uznaniem do Mikada. — Bawmy się.

Znów się puściły w ósemkę. W coraz szybszą. Kurz się podniósł na podwórzu taki, że o dwa kroki nic nie było widać.