Bursztyn usiadł na zadzie z podziwu!
Puc przeskoczył potok i stanął przy Mikadzie:
— Jesteś pies jak się patrzy, jeśliś się nie uląkł tego, co ci się raz nie udało, i próbujesz na nowo.
Majtał przy tym ogonem z powagą i czułością.
Mikado spojrzał mu w oczy i powiedział:
— To, co robi każdy inny pies, mogę robić i ja. Trzeba tylko trochę wytrwałości i odwagi.
— Jazda! — zawołał Bursztyńsio, któremu już się nudziło to ciągłe bieganie nad potokiem. — Idziemy!
Puc zaproponował spacer do miasta. Na rynek. Na psi raut z tańcami.
Poszły. Kucuś obwąchał Mikaduchnę od nosa do ogona i od ogona do nosa i zapytał uprzejmie, ale ostrożnie:
— Pan tutejszy?