Właśnie, zaraz będzie o serwecie.
Po śniadaniu Katarzyna sprzątała ze stołu. Zdejmowała obrus i kładła serwetę z chwastem i frędzlą. Na tę chwilę czekał Mikado. Czepiał się ząbkami za którykolwiek brzeg i ciągnął ku sobie.
Serweta oczywiście jechała ze stołu.
Katarzyna łap! — za nią!
Wtedy Mikaduchna odskakiwał z zajadłym szczekaniem. Ale niech no serweta zjawiła się na stole w całej swej okazałości, Mikaduchna zaczynał taniec na nowo.
Za pierwszym razem Katarzyna, która żartów nie lubiła, tupnęła ze złością nogą i wyszarpała serwetę z psich ząbków.
Trzeba było widzieć Mikada.
Spojrzał na Katarzynę łobuzersko, a tak jakoś dziwnie przymilnie.
— Przecież to są żarty — powiedział. — Zabawa! Nie trzeba się gniewać!
I znów skoczył ku serwecie.