Katarzyna pięścią w stół.

Mikado spojrzał na nią z wymówką, podwinął ogon pod siebie, wdrapał się na swój fotel i odwrócił się tyłem do Katarzyny.

— Patrzcie no go, jak się obraził! — zaśmiała się na to. — Mikuś, aby się nie gniewaj.

Mikado spojrzał na nią jednym okiem.

— Mikuś, serweta! — zawołała Katarzyna i umyślnie zaczęła suwać obrusem po stole.

— Zrozumiałaś już? — ucieszył się Mikado.

Skoczył i łap za frędzle.

Ujadał i szczekał, jakby się nie wiem co w domu działo. Katarzyna udawała, że broni stołu. Biegała, tupała. I taka była zabawa, aż ha!

Kończyło się zawsze na tym, że Katarzyna mówiła do Mikada:

— No, Mikuś, nabawiłeś się! Dość figlów! Trza iść do roboty!