Idzie — płynie — ach! bez końca,

jak wyrwany z więzów szał.

Zamęt ślub wziął z dysharmonią:

szczęk oręży, płacze, gwar,

Fale pieśni melodyjnych,

kaznodziejskich gromy słów,

Poszept modłów, mlask dyscyplin

i lubieżnych syków żar...

Drży powietrza każdy atom —

tak, jak spojrzeć — w szerz i w wyż,