Pełzam nieraz, jak gadzina,

śród bagnistych skryta łąk,

Jak potulne bydlę w jarzmie,

tak swój twardy zginam kark!

Nie śmiem wichrom spojrzeć w oczy,

nie śmiem wznieść ku chmurze rąk

I światłości niszczycielce

cisnąć groźby z spiekłych warg.

Nieraz patrząc, jak o skarby,

które pośród krwawych mąk