jak gdyby krzyż się unosił,

jakby go zgraja opadła.

Gdzieś tylko za tym obrębem,

w którym się zbrodnia wylęga,

jak gdyby szczyt się promienił

i rzeki błyszczała wstęga.

Żądne wyciągam ręce,

spragnione otwieram usta —

krzyż gaśnie i rzeka ginie,

a przy mnie otchłań pusta.