łzom jej urągam i prośbom,

dusze niewinne plamię.

Matroną jestem w dzień biały,

nocą się staczam w kałużę,

a gdzieś tam, w rojnym mieście,

zwiędła w rozpuście, rajfurzę.

Biedna ja, grzeszna Maryja,

idę przez piaski pustyni,

hen! ku tej rzece nieznanej,

gdzie Chrystus cuda swe czyni.