nie są–ci ogniem trawiącym,

ani zabójczą tęsknicą,

ani kamiennym, ślepym przerażeniem,

i w świat podąża, ku onym rozstajom,

k’temu pustkowiu, ku chacie samotnej,

k’temu słabemu, czerwonemu światłu...

Ścieżyną zdąża i traktem szerokim,

po drodze zerwie jakiś kłos zielony,

albo też listek topoli

i w zamyśleniu rzuci je pod nogi.