Ze snu rozwarte kiedy spojrzą oczy,

Czemu nie radość rozdźwięcza mą duszę

W błogosławieństwa święty hymn, w ochoczy

Wielebnych melodyj szał,

A tylko w wnętrzu wciąż przytłumiać muszę

Skryte, tajemne, natarczywe lęki?

Traw twoich pęki

Lśnią szmaragdami, zaścielając miękki,

Wonny, puszysty kobierzec dla ciał,

Zaróżowionych pragnieniem rozkoszy!