rozległy, kłośny łan.

Głębie powietrza falowały żarem,

polnych koników ćwierkał rój,

zdaleka płynął brzęk kosy

lub tęskny śpiew przodownicy.

I przyszła na mnie zaduma.

Rękami objąłem kolana

i skroniem schylił ku ziemi

i zapatrzony w listek sennej trawy,

co się położył na mej twardej nodze,