a wypędziłem ją w czas, gdy nad ziemią

przebiegał tuman nawałnic,

aby jej w drodze, w bezludnym pustkowiu,

oczy wyżarły błyskawice,

a dąb, walący się od gromu,

aby ją przygniótł swą kłodą na wieczność!

Moja to wina, moja wielka wina!

Oślepłą siostrę spotkawszy żebrzącą

u wrót wspaniałej katedry,

nie czułem tyle odwagi,